''Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa.''
jestem buntowniczką wobec wszystkiego. buntuję się (a może tylko próbuję) przeciwko kolejce do chirurga, niemiłej sprzedawczyni w sklepie, właścicielom kotów, fabule ''dlaczego ja?'' (pochłaniam seriami samej sobie robiąc na złość), wychudzonym, nieszczęśliwym nastolatkom, autobusom, foie gras, trendom, japiszonom, autodestrukcji, bezradności, ignorancji, zacofaniu, niewdzięczności, ślepemu posłuszeństwu, pseudoznajomościom, zrządzeniom losu, nieszczęśliwym wypadkom, nieudanym związkom, ludzkiej głupocie, zachłanności i jeszcze raz głupocie... i tak dalej.
a tak na codzień to jestem całkiem, całkiem przyjazna i potrafię wnieść swoją osobą trochę światła.
bywają takie dni, że jedyne czego pragnę to zamknąć się w pokoju, wykrzyczeć się w poduszkę i odetchnąć. nie lubię, kiedy coś nie jest ode mnie zależne i muszę to zaakceptować takim, jakim jest. bunt wobec bezsilności przeradza się w bezsilność wobec buntu, jak, na przykład, niemożność pojechania na koncert z powodu złamanej kości śródstopia (już przebolałam. chyba) wtedy jest On. ten początkowo wcale niewymarzony, nieznany niemójtyp. wypełnił moją głowę i serce przy bliższym poznaniu (i wcale nie chodzi mi o to, że zapuścił włosy, bródkę i ubiera się teraz tak ''mojo''. chociaż... rumienię się?!). pokazał mi, jaką mam rzeczywistą wartość, nie tylko ile znaczę dla Niego. pokazał mi, że świat może cieszyć, a nie jedynie irytować. co najważniejsze, pokazał, jak kochać całość, z największymi wadami. czasem o tym zapominam i wtedy wydaje mi się, że użeranie się ze sobą w samotności jest najwłaściwszym rozwiązaniem. jakże głupie myśli czasem mnie nawiedzają... to sum up, buntować się trzeba, czasem wobec absurdalnym zjawiskom, a nawet i sobie. przynajmniej ja muszę (czuję się jak psychopata zbierający w zaciszu obskurnego domu zdjęcia swoich przyszłych ofiar), po to, by On mógł mnie utemperować. długa droga zaprowadziła mnie w te ramiona. bez wahania powtórzyłabym ją 10 razy, choćbym miała się czołgać i mieć wszystkie kończyny w gipsie. jak powiedział mi dziś przyjaciel, trzeba się chwilę nacierpieć, by później wydarzyło się coś wspaniałego. tak jest. ale i tu budzi się mój bunt. po ostatnich wydarzeniach myślę, że mam wielką szansę na zostanie sławną prezenterką albo wygraną w rmf.
skróciki: Agu obiecuje bardziej przystępne wpisy ze zdjęciami jak tylko odzyska laptopa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz